Rzeczywiście, główną bohaterką jest kobieta. Natasza Woronowa, niezwykłej urody modelka o długich blond włosach. Któregoś dnia odpowiada na ogłoszenie o pracę w prosektorium. Na rozmowę kwalifikacyjną idzie z nadzieją, że nic z niej nie wyniknie. Myli się. Pracę ma zacząć już następnego dnia.
Autorka, Olga Paluchowska-Święcka, ma wiele zajęć. Obroniła doktorat z mikrobiologii, pracowała jako modelka, instruktor taiji, mikolog, grafik, dietetyczka. To wszystko, czym się zajmuje, dało podstawy do stworzenia jej pierwszej powieści. Mam wrażenie, że Paluchowska oddała sporo z siebie stworzonym w lekturze postaciom. Wśród bohaterów pojawia się grafik, modelka, lekarze. Jednak moje pierwsze spostrzeżenie po przeczytaniu książki jest takie, że prawie wszyscy bohaterowie już gdzieś byli. Może nie tacy sami, ale przypominają mi kogoś, bądź czyjąś twórczość. Ale o nich za chwilę.
Początkowo Natasza źle czuje się w prosektorium, jednak okazuje się że jest tak dobra, że z biegiem czasu jej obowiązki rozszerzają się także o pracę w szpitalu, a wszyscy pałają do niej sympatią.
Poznajemy Hasmika, który właśnie otworzył herbaciarnię, a Natasza jest jego pierwszą klientką. Hasmik, Mistrz Rytuału, odnajduje odpowiedzi na pytania egzystencjalne Nataszy. Jego wywody na temat religii przywodzą mi na myśl literaturę Paolo Coelho – te wszystkie rytuały mające na celu rozwój duchowy…
Natasza, która po dniu spędzonym w prosektorium idzie na sesję zdjęciową, często przebywa z Karoliną – biuściatą blondynką, która jest w stałym związku od 5 lat, a w ciągu tych lat przeżyła mnóstwo romansów. Jak się później okazuje, wcale nie jest taka pusta, na jaką się zgrywa w szatni wśród innych modelek. Ta nieszczęśliwa piękność przypomina mi Lisę z „Przerwanej lekcji muzyki”. Natomiast śmiertelnie chory Felek, ośmioletni chłopiec, którego Natasza poznaje na szpitalnym korytarzu, ma coś wspólnego z tytułowym bohaterem „Oskara i pani Róży”.
Wszyscy ci bohaterowie przeszli w swoim życiu coś, co skłania Nataszę do przemyśleń. A przemyślenia, oprócz niej, wygłaszają tu także: Anna – współlokatorka Nataszy, babcia Anny, żona schorowanego staruszka, brat zamordowanej dziewczyny, lekarz, w którym Natasza się podkochuje, Karolina, gburowaty Rosjanin Fiodor, policjant czy nawet mały Felek. Dużo? Bohaterów jest naprawdę sporo, a każdy z nich ma coś wielce ważnego do powiedzenia. Tematyka tych przemyśleń również jest szeroka: religia, samookaleczenie się, kwestia noszenia naturalnych futer, podglądanie życia innych, miłosne ideały, porzucenie przeszłości… Można wymieniać w nieskończoność. Czułam przesyt, i nie bardzo wiem, po co autorka aż tyle ważnych kwestii życiowych chciała zawrzeć w tej jednej książce? Nigdy nie jest tak, że w krótkim czasie spotykasz samych domorosłych psychologów, którzy mają tak wiele do powiedzenia. A tutaj niektóre postaci pojawiają się tylko po to, żeby podzielić się z Nataszą jakąś moralizującą gadką. Potem znikają.
Po lekturze wiem, co przechodzi ciało zmarłej osoby zanim nastąpi pogrzeb, wiem, gdzie pojawiają się pierwsze oznaki gnicia martwego ciała, wiem, po jakim czasie zbierają się na trupie larwy much. Jestem także mądrzejsza o kilka przepisów z zakresu medycyny sądowej. Tytuł mówi sam za siebie, bez tych informacji miejsce pracy Nataszy byłoby niezbyt wiarygodne, i widać, że autorka włożyła mnóstwo pracy, aby pokazać to „zimne” środowisko jak najprecyzyjniej. Gdyby tylko skupiła się mocniej na głównej bohaterce, „Prosektorium” byłoby bardziej „zmysłowe i kobiece”, jak obiecuje okładka.
Nie mogę powiedzieć, że ta powieść jest zła. Jest przekombinowana, ale mimo wszystko warto po nią sięgnąć, by oswoić temat śmierci i poznać historię ucieczki w świat umarłych, aby powrócić do świata żywych.
Prosektorium, Olga Paluchowska-Święcka, Prószyński i S-ka, 2011.
Hanna Kwaśna
(redakcja@kobieta20.pl)